Rano przyjemnie, powrót w upale i strasznych dusznościach. W Tuchowie przez most ruch wahadłowy, jak to dobrze ominąć sobie kilkukilometrowy koreczek :D
Jako że u nas w dolinie zniszczenia ogromne, pojechałem zobaczy do równoległej dolinki. Tam też nieciekawie, w jednym miejscu nie ma drogi przez jakieś 30 metrów tylko wyrwa głęboka na kilka metrów a na dnie płynie sobie potok. Most podmyty, zamknięty, wodociąg zerwany. Masakra.
W czwartek nawiedziła nas powódź. Zastała mnie u kumpla w innej miejscowości, gdy się dowiedziałem że zaczyna mi zalewać samochód chciałem się dostać do domu, jednak dom miałem odcięty od świata, zresztą Tuchów w którym się znajdowałem nie był w wiele lepszej sytuacji. Oglądając sytuacje w nocy zauważyliśmy wykolejony pociąg, na szczęście nic nikomu się nie stało.Wróciłem do domu na drugi dzień, przedzierając się pieszo przez osuwisko które zablokowało mi drogę do domu. Jak się okazuje zniszczenia w okolicy są ogromne. Na szczęście woda nie wdarła mi się do domu, chodź już była pod domem. Ale sąsiedzi zalani po okna :/ Zdjęcia innym razem jak będę mieć więcej czasu. Z tego wszystkiego zapomniałem nawet licznika, także tylko przybliżone kmy.