Przejażdżka do kompleksu bunkrów z okresu 1 wojny światowej na granicy Holendersko-belgijksiej w okolicach miejscowości Kapelle. Fajnie zrobiona ścieżka do zwiedzania, niestety tylko pieszo ale oczywiście parkin rowery był. Do niektórych bunkrów można wejść, inne zamknięte zamieszkałe przez nietoperze. Największy fort niestety niedostępny bo wykupiony przez prywatnych właścicieli i ogrodzony drutem kolczastym.
Drugi etap tegorocznego Tour de France kończył się w Zeeland. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów stąd. Nie mogłem więc przegapić takiej okazji i musiałem jechać zobaczyć najlepszych kolarzy świata. Pojechałem niestety autem, piszę niestety bo autem nie dało się dojechać w okolice mety, a powrót to jedno wielkie stanie w korku. No ale cóż, miałem pasażera co tylko autem chciał jechać.
Jakąś godzinę przed wyścigiem przejeżdżała parada. Różnego rodzaju pojazdy wynalazki sponsorów. Rozrzucali z samochodów rożnego rodzaju gadżety reklamowa. Wpadła mi w ręce nawet czapeczka kolarska Festiny, zawsze to jakaś pamiątka.
Byliśmy trochę wcześniej a już było pełno ludzi. Niedaleko rozstawiona była strefa kibica - namiot w którym wyświetlali na żywo relację z wyścigu. Początkowo nie mieliśmy zamiaru tam iść, ale przyszłą taka ulewa że normalnie ściana deszczu. Także przełknęliśmy jakoś te 10 eurasów za wstęp i poszliśmy się suszyć pod namiot. Chociaż tyle że w cenie był dwa drinki czy tam browarki ;) Dobrze też bo wiedzieliśmy co się dzieje na etapie. Były też koncerty i licytacja charytatywna. Koszulka utrechtu z autografami poszła za 1500 euro...
Sam przejazd kolarzy to kilkadziesiąt sekund, płasko i przed metą to zapierdzielali nieźle. Etap wygrał Greipel z Looto- Soudal przed Saganem i Cancellarą. Cała obsługa, pełno wozów teamowych, kilka helikopterów - wielki rozmach ma ten tour. Po przejeździe powrót dwa razy dłuższy niż przyjazd, stoimy w korku a ludzie na rowerkach mijają nas na ścieżce rowerowej.... Następnym razem jadę rowerem ;)