Korzystając z wolnej niedzieli i ładnej pogody wybrałem się do Willemstadt. Małego miasteczka położonego nad kanałem Hollands Diep. Świat przyjmuje już kolory jesieni. Bardzo pięknie ale jednak to nie to co u nas na pogórzu i w górach. Podobają mi się za to bardzo przystanie pełne żaglówek i jachtów. Takie miejsca wręcz z pocztówek, z wiatrakami w tle. Czasami nawet w miasteczkach położonych w głębi lądu możemy spotkać takie stateczki, bo bardzo dużo tutaj kanałów. Coś jak sieć dróg wodnych.
Jak urlop w Polsce to oczywiście Brzanka. Dojazd przez Nosalową a potem grzbietem pasma aż pod Bacówkę. Powrót dla odmiany inny przez jedną z leśnych dróg pod centrum Jodłówki Tuchowskiej a potem przez "Czeczenie" do domu.
Przejażdżka do kompleksu bunkrów z okresu 1 wojny światowej na granicy Holendersko-belgijksiej w okolicach miejscowości Kapelle. Fajnie zrobiona ścieżka do zwiedzania, niestety tylko pieszo ale oczywiście parkin rowery był. Do niektórych bunkrów można wejść, inne zamknięte zamieszkałe przez nietoperze. Największy fort niestety niedostępny bo wykupiony przez prywatnych właścicieli i ogrodzony drutem kolczastym.
O jak dobrze wrócić w ulubione tereny, szkoda że na tak krótko. Dzień wcześniej byliśmy z żoną na spacerze na Brzanke, przy okazji oglądnęliśmy finisz biegu na Brzankę. Dziś wstałem wcześniej i zrobiłem moją ulubioną trasę, od razu mi lepiej :) Nawet zdjęć nie robiłem tylko cieszyłem sie jazdą. Myślałem że forma będzie gorsza ale jest nie najgorzej. Tylko na zjazdach ostrożnie bo dawno nie jeździłem po górkach.
Już długo nic nie jeździłem, a to czasu nie było, a to pogoda kiepska. Dziś w końcu wybrałem się na małe kręcenie po okolicy, pogoda od rana kiepska ale popołudniu się przejaśniło to w drogę. Żeby nogi całkiem nie zardzewiały.
Dziś pomimo kiepskiej pogody wypad na rowerze do centrum. Zajeżdżam a tam wojsko USA z lat 40tych ;) No tak przecież jest tydzień kanadyjski i obchody 70lecia odzyskania niepodległości. Nie dziwią też zatem i okopy na rynku ;) Bergen op Zoom leży na południu Holandii w Brabancji Północnej, tuż przy granicy z Belgią. Wyczytałem na internecie że było to miasto cyrkowców i innych ludzi występujących na jarmarkach. W ubiegłym tygodniu widziałem tutaj cyrk, także może dalej mają coś wspólnego z tą tradycją.
Wojsko się pakuje, a ja jadę dalej w miasto. Poruszanie się po mieście rowerem jest super. Praktycznie wszędzie ścieżki rowerowe albo kontrapasy. Ale to podobno standard w Holandii. Tutaj to nawet do dziury zabitej dechami z jednym domkiem może być porządna, szeroka ścieżka rowerowa. Starówka Bergen op Zoom przypadła mi do gustu. Wąskie uliczki, dużo akcentów rowerowych. Restauracje z ogródkami, po prostu sielanka. Jest niedziela przed południem także ruch samochodowy praktycznie zerowy. Tylko ludzie to biegający, to na porannej przejażdżce rowerowej. Tutaj to posiadanie nawet 4 małych dzieci nie jest problemem w jeździe na rowerze, pakujesz je do takiego oto sprzętu i w drogę!
Dzisiaj wycieczka wokół następnego zbiornika wodnego niedaleko mieszkania. Początek trasy taki sam jak podczas objazdu Binnenschelde, w pewnym momencie jednak odbijam na zachód groblą ze ścieżką rowerową oczywiście. Wałem własnie oddzielono tą część morza i powstało w sumie chyba jezioro. Nie próbowałem wody to nie wiem czy była słona, w każdmy bądź razie dużo było muszli jak nad morzem, chociaż plaże były malutkie i tylko kamieniste. Za to bardzo ładne widoczki, z wiatrakami w tle. Między jedną groblą a następną utworzono kanał, którymi pływają statki i to w miarę duże. Kanał ten prowadzi chyba do portu w Antwerpii. Po drodze miałem do szukania kilka skrzynek GC, jednak po odnalezieniu pierwszej okazało się że zapomniałem czegoś do pisania, także dalej już nie szukałem.
Wałem dojeżdżam do autostrady, potem polnymi drogami do miejscowości Hoogerheide, skąd już znanymi mi ścieżkami do Bergen op Zoom. Po drodze mijam czołg, jak widać tutaj też pamiętają jeszcze o wojnie.