Na niedziela.nl wypatrzyłem jakiegoś używanego holendra. Kilka maili wymieniłem, cenę utargowałem i pojechałem obejrzeć. Rower nie jest pierwszej nowości ale za takie pieniądze w sam raz. Jako rower do miasta i na krótkie wycieczki idealny, można zostawić byle gdzie i nie ukradną. Poza tym jak byle jakiś parking to od razu setki rowerów, także małe prawdopodobieństwo że ukradną akurat ten ;) Oczywiście wracałem nim na kołach. Trochę mały na mnie, ale jakoś zajechałem. Od morza wiało w plecy, także spoko się miejscami jechało. Do tego pełno wszędzie moich ulubionych czernic. Także ciągle przystanki na żarełko.
Nie miałem żadnych konkretnych planów rowerowych na niedziele. Wstaje rano pogoda miodzio, słoneczko świeci. Leniwie wstaje jem śniadanie, trochę się pokręciłem i jest impuls - jadę na rower. Jest koło godziny 10, ubieram się, zakładam okulary przeciwsłoneczne i wychodzę na pole. WTF ? No gdzie to słońce, pół nieba pod chmurą a drugie pół czyste tyle że akurat nie złapałem się na tą połówkę. No nic jechać trzeba. Okulary zawieszam na krzaku od ulicy bo nie chce mi się otwierać znowu bramki (dziś środa i dalej zapomniałem o nich, ciekawe czy jeszcze tam wiszą). Niespotykana cisza jak na tutejsze warunki, malutka tylko bryza. Jeziorko jak jedna tafla, pierwszy raz tutaj to widzę. Pojeździłem trochę po okolicznych ścieżkach, pochodziłem trochę po lesie i pojadłem czernic. Ogólnie spoko. Wiejsko.