Zbliża się czas sesji, więc mam dużo projektów do roboty, do tego na dniach egzaminy, więc bardzo mało wręcz w ogóle czasu na rower. Nie wytrzymałem jednak dziś bo cieplutko i skoczyłem na te bardziej strome podjazdy w okolicy żeby złość wyładować i jednak się dalej zmusić do siedzenia na lapku. Najbardziej pracochłonna jest animacja na zaliczenie laborek z przedmiotu "Wizualizacja i animacja komputerowa". Fajne rzeczy ale żmudna robota. Poniżej screen z jednej ze sceny, animacje robię o czarodzieju ;)
Dodatkowo przekonałem się że muszę wkońcu kupić kask, zjeżdżając z jednej górki 3 kurki sobie gadały na poboczu, oczywiście gdy się zbliżyłem zachciało im się przechodzić, niezdecydowane także jedną mijam na milimetry przy 50km/h, parę piór zgubiła ale na szczęście nie wywróciłem się.
Takim słowem bym określił kilka odcinków mojej dzisiejszej wycieczki. Zaspy że hoho ,wczoraj wiało niemiłosiernie i zawiało niektóre wąwozy na równo. Wybrałem trasę która w czasie zimy jest w ogóle nieuczęszczana, może raz na tydzień tamtędy ktoś przejdzie. Dużo walki ze śniegiem więc prędkość średnia nie powala :D Ale kilka fajnych podjazdów, wycieczka udana, tylko ten deszcze to jak na styczeń nie odpowiedni ;) Zdjęcia z telefonu więc jakoś kiepska :)
Zimowa runda po okolicznych pagórach. W taką słoneczną pogodę, gdy od śniegu odbijają się miliony fotonów, pedałowanie staje się prawdziwą radością dla ducha. Aż często przystawałem i gapiłem się na te zaśnieżone pagórki...eeeh
Pierwsza wycieczka w tym roku. Ciepło nawet jak na styczeń bo ponad zero, jednak leśne drogi na szczęście wciąż zamarznięte. Pojechałem do Turzy odcinkiem "szczytowym", w lecie jest to trasa częściowo terenowa a częściowo asfaltowa. Teraz praktycznie sam teren, może ze 2 miejsca roztopione do asfaltu tam gdzie muszę kawałek podjechać główniejszą drogą. Bardzo pięknie na pagórkach o tej porze roku. Nie jeździłem wcześniej w zimie i nie wiedziałem w ogóle czy da się jeździć po pagórach, czy nie będę ciągle leżał. W dolinach mam główne drogi więc odpadały ze względu na sól i duży ruch. Nie było tak źle, tylko kilka razy podjechało mi przednie koło ale obyło się bez upadku, tylko z jedną podpórką, odbiłem się od ziemi i wskoczyłem spowrotem w siodełko ;)Max prędkość wyciągnięta paradoksalnie na lekkim podjeździe :D Bo z górki nie czułem się za stabilnie. O dziwo podjechałem wszystko, najbardziej mnie zdziwiło że udało się wyjechać pod moją "małą golgotę", w tamtym roku na wiosnę gdy zaczynałem jazdę po suchym asfalcie nie dawałem tam rady, to mnie napawa optymizmem na ten rok :D Strat w rowerze jak i ludziach brak, jedynie palce u stóp trochę zmarzły.