Pogoda wręcz wymarzona jak na końcówkę października. Nic tylko wsiadać i jechać. Jedynie szkoda że tak wcześnie zachodzi słońce po tym przestawieniu czasu, a ja miałem słabiutkie baterie w lampkach i nie chciałem ryzykować powrotu bez oświetlenia, tym bardziej że taki ruch w te święta. Tak czy inaczej wycieczka bardzo udana po terenach gdzie mnie jeszcze nie było, chociaż są tak blisko i takie fajne ;) Widzę że jeszcze wiele rzeczy jest do odkrycia na pogórzach :)
Tak mnie naszło po pracy żeby w końcu wyskoczyć na rower. Ostatnio mało jeżdżę, do pracy jadę autem bo zimno, poza tym mamy teraz sezon w pracy i pracuję intensywnie po 10 godzin więc po prostu się nie chce ;)
Miało być spokojne poszwendanie się po lesie aby zobaczyć jesień, a wyszło kręcenie po nowych leśnych ścieżkach, ucieczka przed psem przez zradlone pole, górki, masa błota i na koniec kapeć a ja bez dętki. Na szczęście wtedy już wracałem więc tylko jakiś kilometr na piechty ;) Rower po przejeździe przez pole zwiększył wagę dwukrotnie, opony urosły gdzieś do 5.0 :P Ale tego mi trzeba było, dużo lepiej się czułem po wyszaleniu się w terenie :)