Czytając kogoś blog, już nie pamiętaj czyj, natknąłem się na wzmiankę o geocachingu. Bardzo mnie to zainteresowało, postanowiłem więc wyruszy na poszukiwanie swoich pierwszych skarbów :D Zlokalizowałem online 3 takie miejsca w skamieniałym miasteczku w Ciężkowicach. Niestety w sobotę był za duży ruch turystyczny żeby podjąć próbę szukania. Do tego nie mam saperki a skarby zakopane ;) Także pokręciłem się trochę tylko po skamieniałym. Natomiast wieczorkiem wybrałem się z Madzią do Piekiełka, do Diablego Kamienia i tam znalazłem swój pierwszy cache :) Chwile się nachodziliśmy zanim znaleźliśmy w ogóle ten kamień, gdy go znaleźliśmy już się ściemniało, ale udało się znaleźć skarb :)
W nocy przechodziły burze wiec podjechałem z powrotem kawałek autem do chojnika, po czym spadł mi łańcuch i się przy klinował, więc mi zeszło chwile go założyć, to prawie się wtedy rozlało :P
Przez Wał i Jurasówke. Podczas podjazdu pod Wał, w lesie zostałem zaatakowany przez niezliczone siły wroga, wybijałem ile się dało ale ciągle napływały posiłki, musiałem uciekać z lasu ile sił w nogach, dopiero za lasem wybiłem do reszty wszystkie bąki. Normalnie w życiu tyle naraz nie widziałem, ciągnął się za mną cały rój. Kmy do pracy plus wycieczka popołudniowa.
A no dużo, obydwu tych rzeczy można używać do tarasowania drogi przez zarośla, krzaki, trawy itp ;) Raz nawet mnie "ostrężyna" za głowę złapała bo za nisko rosła i się wbiła, na szczęście na tyle mocno utkwiła w głowie że się urwała a moja skóra nie puściła ;P Jednak trzeba będzie niedługo pomyśleć o kasku ;) kmy z pracy plus wypad w pobliskie chaszcze, krzaki i laski ;) W promieniu kilka km mam takie górki że ciężko wypchać, nie wiedziałem nawet że takie coś tu jest :P Ale jak się dawniej po drogach tylko jeździło a tu całą frajda ukryta po lasach :D Odkryłem też nowy rodzaj muszek, lecą przed oczami równo zemną, po czym się zatrzymują i buch w oko, i tak kilka razy aż tego nie zabije, normalnie jakieś kamikadze, a upierdliwe że hoho. 28km w ciągu godziny i 10 min a reszta mordowanie dziewiczego terenu :P
Cały tydzień odpoczywałem od rowerku i w końcu nie wytrzymałem i pojechałem dziś :) Jako że ciągle upalnie to postanowiłem pojeździć w terenie, zawsze to mniej grzeje niż od asfaltu. Prognozy nie był za ciekawe także postanowiłem pokrążyć po okolicy tak, żeby mieć w miarę blisko do domu w razie "W". Z domu asfaltem na nosalową, potem żółtym szlakiem rowerowym do Lubaszowej, skąd czarnym pod klasztor, następnie żółtym na bacówkę. Tam mała przerwa i dalej niebieskim szlakiem z Brzanki do Ciężkowic. W kilku miejscach nieprzejezdny rowerem, ale da się jakoś przejść. Nawet do wodospadu dotarłem. Po drodze na chwilke sie zatrzymałem jeszcze na Dąbrach. Najtrudniejszy to odcinek od wodospadu do skały grunwald, masa kamieni i korzeni, no i porobione schodki, jechałem ile tylko mogłem. Tempo dziś założyłem spacerowe, także chciałem jak najwięcej jechać a nie prowadzić.