Jak urlop w Polsce to oczywiście Brzanka. Dojazd przez Nosalową a potem grzbietem pasma aż pod Bacówkę. Powrót dla odmiany inny przez jedną z leśnych dróg pod centrum Jodłówki Tuchowskiej a potem przez "Czeczenie" do domu.
O jak dobrze wrócić w ulubione tereny, szkoda że na tak krótko. Dzień wcześniej byliśmy z żoną na spacerze na Brzanke, przy okazji oglądnęliśmy finisz biegu na Brzankę. Dziś wstałem wcześniej i zrobiłem moją ulubioną trasę, od razu mi lepiej :) Nawet zdjęć nie robiłem tylko cieszyłem sie jazdą. Myślałem że forma będzie gorsza ale jest nie najgorzej. Tylko na zjazdach ostrożnie bo dawno nie jeździłem po górkach.
Koniec wycieczek asfaltowych, przełożyłem spowrotem oponki na terenowe także czas pojeździć po lasach. Na przywitanie jakże by inacze ja knie Brzanka a potem odrazu Ostry Kamien i Gilowa Góra. Kilka skrzynek GC znalezionych w tych rejonach i powrót standardowo przez Cisie, po drodze mijając trasę tegorocznych mistrzostw polski MTB w Lubaszowej. Musze tam podjechać i pojeździć po tych ścieżkach więcej.
Przejażdżka coby wykorzystać okno pogodowe. Nieźle daje popalić ostatnio deszczem. Zakliczyn przez Brzozową, powrót przez Polichty żeby zaliczyć nowy podjazd. Z powrotem powrót też nieznaną drogą z gromnika gór na szydłówki.
Burza przeszła obok domu, także tylko trochę pokropiło. Ale już kilka kilometrów od domu droga mokra. Tak samo w lasach pełno wody i błotka. Na szczęście udało się między chmurami i mnie nie złapał deszcz, a powietrze jak to po burzy bardzo rześkie to fajnie się jeździło. Dziś 5 keszy w moim ulubionym rejonie, w tym 3 FTFy. Dodatkowo darmowe spa z maseczkami błotnymi, ekstra :D