Krótki wypad zmotywowany nieznalezioną jeszcze przez nikogo skrzynką GC koło skały wieprzek. Trasa koło białej do Cięzkowic, potem przebitka na Kąśną i do góry koło gospodarstwa agroturystycznego Jarenka aż do samej góry na wieprzka. Tam dłuższa chwila na szukanie skrzynki i podziwianie widoków z "zadka" wieprzka. Bardzo fajna skrzynka domowej roboty, trudno takie coś wyczaić w lesie. Podczas szukania o mało nie włożyłem reki do dziury ze szczurem... oj bolałoby jakby mnie upierdzielił.
Kolejna wycieczka śladami skrzynek GC, tym razem dużo cmentarzy z I wojny światowej, rynek w Tuchowie, uroczysko Batylowa. Pogoda rowerowa, rano koło 18 stopni ale zachmurzone niebo. Na szczęście bez zapowiadanego deszczu.
Wycieczka po Pogórzu Rożnowskim. Częściowo trasa podyktowana przez skrzynki GC. Bardzo piękne widoki chociaż przejrzystość nie najlepsza nie było widać Tatr z wieży widokowej w Bruśniku. Dróżki, ścieżki i szlaki w tym rejonie wyśmienite do rowerowania.
W lutym byliśmy z Bulcią w Hiszpanii i tam spaliśmy jedną noc u hiszpanów z warmshowers. Bardzo nam się podobało, ludzie fajni pokazali nam jak żyją w Hiszpani i dużo opowiedzieli. Pomogli też z organizacją wyjazdu, dali wiele cennych wskazówek. Po powrocie do Polskie dalej utrzymywaliśmy kontakt, pisaliśmy maile aż w końcu zdecydowali się przyjechać na wakacje do Polski. Weekend spędzili u mnie, mieliśmy mała wycieczkę rowerową do Skamieniałego Miasta przy okazji zahaczając o dożynki w Ciężkowicach. Bardzo się im u nas podobało, pojechali też porowerować na przełom Dunajca przez Pieniny, poszli w Tatry i zwiedzili Kraków. Oby więcej takich znajomych z różnych części świata!
Dziś w planach był wypad na Liwocz, niestety z rana musiałem trochę czasu spędzić na tronie i nie było mowy o dalszej jeździe. Także poplatałem się troche po okolicach Wału, kilka keszy zebranych także odwiedzonych kilka cmentarzy wojennych, w tym ten największy w Łowczówku. Z samego szczytu Wału zjazd ścieżką do Diablego Kamienia, bardzo lubię ta ścieżkę polecam świetny zjazd. Świetne tereny do jazdy tuż pod domem. Fajnie chłodno, temperatura idealna do jazdy. Tylko chmury strasznie nisko, szczyt Wału już cały w chmurach na szczęście bez deszczu.
Dostałem maila że odbędzie się 2 edycja rajdu 3-4 sierpnia w Ciężkowicach. Weekend zapowiadał się wolny także czemu nie, jadę. Myślałem że tym razem więcej ludzi dopisze, bo pogoda dobra tylko trochę upalnie. Niestety chyba słabo rozreklamowany ten rajd bo bardzo mało ludzi. Dwie kategorie, grupowa i indywidualna na stracie może z 20-30 osób licząc dzieci. W indywidualnej całość robię tylko ja i Leszek na kolarce... Także stwierdziłem że mam małe szanse bo wszędzie można dojechać asfaltem bo niestety punkty kontrolne te same co w 1 edycji... Postanawiam więc poprawić poprzedni wynik czyli tym razem nie dać sie pogodzie i zebrać wszystkie punkty kontrolne i zmieścić się w czasie. Najpierw skrótem z parkingu przez las do domu rekolekcyjnego, tuż za mną przyjeżdża Leszek, potem muzeum w Ciężkowicach i uciekam w teren gminy Pleśna. Tam Chata pod Wałem z później agroturystyka koło Batylowej. Stamtąd na Wojnicz, po drodze gubię szlak i nadrabiam jakiś kilometrowy odcinek z podjazdem. Powracam na dobrą drogę i jadę do restauracji w Wojniczu, tam brak kodu także robię zdjęcie i jadę dalej na Klisiówke. Tam tez brak kodu… no masakra kiepska organizacja tym razem. Robie zdjęcie i wracam do Wojnicza i potem na Zakliczyn. Po drodze mijam Leszka który jedzie tak jakby odwrotną kolejność do mojej czyli po kolei zbiera. W Zakliczynie na rynku chwilka przerwy i jadę dalej czarnym szlakiem na Słoną Górę po drodze zbierając punkt kontrolny. Czuć zmęczenie ale chwile lasem w cieniu to trochę odpoczynku od żaru lejącego się z nieba. Zjeżdżam do Jastrzębi zbierając po drodze kod z rancza. Potem trasa na Uroczysko Jamna, przed nim schładzanie się w strumyku, od razu ulga wielka. Po zebraniu kodu mylę drogę i jadę leśną drogą zamiast prosto na Jamną to wyjeżdżam niedaleko skały Wieprzek. No ale niż po drodze na Jamną stamtąd też jest punkt kontrolny także w sumie tylko zmieniam trochę kolejność. Na Jamnej w Gajówce znowu nie ma kodu.. a za to przywitał mnie wielki pies, także zdjęcie i w drogę do bacówki. Stamtąd już w dół asfaltem do Siekierczyny, potem kolejna agroturystyka w Jastrzębi i kieruję się już na dworek Paderewskiego. Stamtąd niebieski szlak na Zagórze, tutaj ostatni punkt na ranczu i jadę na metę. Na mecie jestem o 16:30 także sporo przed końcem czasu tym bardziej że wystartowaliśmy z opóźnieniem 15 minutowym czyli lepiej o 45 minut niż na wiosnę i do tego wszystkie punkty zrobione. Na mecie jest już Leszek ale nie zebrał wszystkich punktów kontrolnych także jestem pierwszy ale jakoś brak satysfakcji, za mało startujących a szkoda bo fajny rajd. Jem jeszcze bigosik, następuje rozdanie dyplomów, nagród i wracam do domu. Na drugi dzień rajdu jednak nie jadę, wybieram pływanie i leżenie nad jeziorem rożnowskim. Dane z bikemapy bo zapomniałem licznika.