Jako że to jest mój pierwszy sezon na rowerku po długiej przerwie, nie znam jeszcze zbyt dobrze mojej okolicy. Postanowiłem dziś oblukac kilka szlaków turystycznych czy są w ogóle przejezdne rowerkiem. Tak więc najpierw asfaltem na cisie, gdzie dojeżdżam do szlaku żółtego i za nim w las. Było sucho, całkiem fajnie, nie spodziewałem sie tego. Szlak prowadzi do Siedlisk, praktycznie sam zjazd kilukilometrowy, leśną dróżką która potem przechodzi w ścieżkę. W najstromiej miejscu tak wypłukana droga że zrobiły się z niej 3 singletracki :D Tyle że koleiny głębokie gdzieś na pół metra więc ostrożnie zjechałem. Potem kawałek doliną asfaltem i na oko powrót niebieskim szlakiem, wydawało się że prowadzi na zachód więc nie zastanawiając sie długo pojechałem. Niestety jeszcze na asfalcie na podjeździe przy przełączaniu na młynek spadł mi łańcuch. Zablokował się i przerwkę miałem na 10minut plus całe ręce w smarze :) No ale trudno jadę dalej, szlak przechodzi w leśną ścieżkę, bardzo fajnie się jechało. W pewnym momencie strzałka że szlak w prawo, tyle że po prawej 2 drogi, jako że jechałem szybko z górki to bez zastanawiania wybrałem drugie prawo. Niestety błąd, ścieżka taka niby dróżka do lasu nagle opada stromo w dół, gdy to zobaczyłem odrazu po hamulcach, niestety jechałem za szybko i nie zdążyłem wyhamować. Na szczescie zdążyłem tyłek przesuną za siodełko, ciągle hamuje ale tył gubi przyczepność a przód się jeszcze boje dociskać do końca. Technika abs-a jakimś cudem zjeżdżam, na końcu ostro w lewo między drzewa... ufff udało się, to był najstromszy zjazd jakim w życiu zjechałem. Ale patrze po drzewach a tu nigdzie nie ma szlaku. Także zawracam, daje młynek ale nie dałem rady podjechać tej górki. Wypycham i odnajduje szlak. Gdy zjechałem całkiem w dolinie kilka miejsc nieprzejezdnych, plus ze 3-4 mostki z poręczami zawieszone z 5metrów nad dnem, także przeprowadzam. Potem już tylko w górę i szlak dochodzi do asfaltu, stad spokojnie do domu :) Musze przyznać że jazda w terenie jest o wiele ciekawsza :D Musze polukac za dłuższymi szlakami w okolicy :)
Cały tydzien siedziałem nad projektami na studia. Także wyrwałem sie tylko na pół godzinki na pobliską górkę. W piątek o 14 wyjazd do Krakowa do polibudy i powrót w niedziele o 23 :/ Ale lipaaa nie ma kiedy jezdzic :/
Dziś postanowiłem się nie przemęcza na początku tygodnia i rekreacyjnym tempem pojechałem w nieznane mi lasy na Dąbrach. Znalazłem świetny zjazd po szutrówce około 3kilometrowy, niestety w ostatniej fazie tej najbystrzej jest cały zamulony po zimie i wciąż zalega tam śnieg/lód. Dlatego na dole byłem cały w błotku, umyłem się w strumyku na dole i wróciłem asfaltem do domu. Będzie ekstra jazda jak tam przeschnie :D
Po powrocie z Krk z uczelni wybraliśmy się z simsonem przywitać wiosnę na rowerkach. Trosze podjazdów znowu wykręciłem, co mnie cieszy że idą mi one coraz lepiej :D
Pojechałem do kolegi podżucic mu jakieś gry, potem tak jakoś wyjechałem na najbliższą górkę. Stamtąd piękny widok na dolinę białej, miasteczko Ciężkowice i zachód słońca. Niewiele myśląc poniosło mnie w dół. Szlakiem wzdłuż rzeki dotarłem do miasteczka, podjazd na rynek i potem dalej do rezerwatu skamieniałe miasto. Niestety na górze skończył się asfalt. Patrze droga w miarę sucha, no to chop podjeżdżam pod jakąś altanę w lesie, jednak coraz bardziej mokro, błoto po kolana. No ale nie będę się przecież już wracać ;P Zjechałem s powrotem do dolinki leśnymi drogami, teren mi nieznany więc kilak razy musiałem zwracać ze ślepych leśnych uliczek. Po około 2km udało się dotrze na parking koło skamieniałego miasteczka. "Umyłem" rower w potoku i po ciemku powrót do domu.
Większość asfalcik, w górę, w dół, w górę i tak wkółko :) Niestety w pewnym momencie koniec asfaltu i..... droga w las, której drogą nazwać nie można, krosik topi się w błocie nie da rady jechać trzeba wypchać, stając na górze mam zamiar zjechać a tu.... śniegu po kolana zmarzniętego, przepadającego i trzeba sprowadzić :/ także jakieś 2kmy prowadzę :/ Potem zaliczam szczycik i szosuję na wyciąg narciarski polukac na narciarzy :) Następnie długi zjazd, odwiedzam sklepik, zjadam bananki i do domu. Mile popołudnie tylko ten zimny wiatrrrrr
Napisałem wcześniej tekstu z pół strony i przy zapisywaniu zniknęło wsio.... ehh nie będę pisał jeszcze raz. Dziś rowerek, wczoraj pieszo. Zdjęcia robione telefonem :/ Z wczoraj :)
Widok z "Cisia" w stronę tatr. Mini wodospadzik. Tymczasowy strumyk. Spływa zima spływa :D