Tak samo jak w zeszłym roku, tak i w tym odbywał się w Hoogerheide puchar świata w kolarstwie przełajowym. Podjechałem popatrzeć, zdążyłem tylko na końcówkę elity mężczyzn. Wygrał kolarz w koszulce mistrza świata.
Nie miałem żadnych konkretnych planów rowerowych na niedziele. Wstaje rano pogoda miodzio, słoneczko świeci. Leniwie wstaje jem śniadanie, trochę się pokręciłem i jest impuls - jadę na rower. Jest koło godziny 10, ubieram się, zakładam okulary przeciwsłoneczne i wychodzę na pole. WTF ? No gdzie to słońce, pół nieba pod chmurą a drugie pół czyste tyle że akurat nie złapałem się na tą połówkę. No nic jechać trzeba. Okulary zawieszam na krzaku od ulicy bo nie chce mi się otwierać znowu bramki (dziś środa i dalej zapomniałem o nich, ciekawe czy jeszcze tam wiszą). Niespotykana cisza jak na tutejsze warunki, malutka tylko bryza. Jeziorko jak jedna tafla, pierwszy raz tutaj to widzę. Pojeździłem trochę po okolicznych ścieżkach, pochodziłem trochę po lesie i pojadłem czernic. Ogólnie spoko. Wiejsko.
W miasteczku w którym aktualnie przebywam w sobotę zjechało się masę koni na różnego rodzaju zawody. Pojechałem oczywiście zerknąć co się dzieje że od poniedziałku rozstawiali różne rzeczy w parku. Jak się okazało właśnie były zawody na koniach. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć jak ta dyscyplina się nazywa, w każdym razie to taka koszykówka na koniach. Po skończonym meczu zaczęły się zawody w skokach przez przeszkody. W innej części były chyba też prezentacje koni. Ogólnie impreza dla miłośników koni, ale fajnie tak popatrzeć z boku. Fajna sprawa ale ja jednak wolę rowery. W weekend będzie chyba też jakiś bieg bo całe miasteczko przystrojone oraz pełno kierunkowskazów po mieście.
Po tygodniu iście zimowych temperatur dziś miłe zaskoczenie. Słoneczko i jeden z wyświetlaczy na mieście pokazywał nawet 10 stopni na plusie. Niestety jak tylko słońce się chowało za chmury to od razu czuć było chłodem. Dlatego też zaraz po południu wyskoczyłem coś pojeździć, w sumie to po mieście się pokręciłem. A wieczorem z salonu taki oto widok cieszył moje oczy.
Tholen to małe miasteczko usytuowane przy kanale często uczęszczanym przez statki, te małe i większe. Dlatego też posiada przystań, w której można zobaczyć różnego rodzaju pływające wynalazki. Wiele z nich jest zamieszkałe na stale, po prostu takie domy na wodzie. Znudzi Ci się okolica to płyniesz gdzie indziej :)
Jako że jest to Holandia, to oczywiście nie mogło zabraknąć i wiatraków. Zresztą bardzo fajne są te stare wiatraki, chciałbym kiedyś zwiedzić jakieś od środka.
Przejażdżka coby wykorzystać okno pogodowe. Nieźle daje popalić ostatnio deszczem. Zakliczyn przez Brzozową, powrót przez Polichty żeby zaliczyć nowy podjazd. Z powrotem powrót też nieznaną drogą z gromnika gór na szydłówki.