Powrót w nocy przy błyskawicach w oddali, fajnie się jechało z takimi fajerwerkami. Co prawda burza była bardzo daleko ale w nocy wyglądało to pięknie ;)
Po pracy wybrałem się do Rzepiennika Strzyżewskiego zaliczyć "FTFa", zadanie wykonane. Powrót przez górki, piękne widoki. Słońce nisko nad horyzontem oświetlało okoliczne górki, z tej trasy widać z każdej strony jakieś pagóry. Z jednej strony pasmo Brzanki, następnie masyw Wału, z następnej pogórze rożnowskie wraz z Jamną, a nawet Beskid Niski i Maślaną górę. Jechało się wyśmienicie oglądając takie widoczki prawie że spod domu... Szkoda że nie miałem aparatu tylko komórkę.
A no tak jakoś zapomniałem zamontować błotniki chociaż spodziewałem się deszczu. Zapowiadali burze i się im trochę sprawdziło. Z burzami to wiadomo tam gdzie złapie to poleje. Wybrałem się nad Dunajec, "do prosta" przez Wał i Lubinkę. Już przed wyjazdem zaczęło grzmieć. No ale tak jakoś z boku i to z innej strony nic planowałem wypad więc ruszyłem na przejażdżkę. Słonko ładnie dopiekało, z jednej strony jednak ciągle grzmiało i burza w pewnym momencie zaczęła mnie gonić. Miałem w planie poszukać kilku keszy. Gdy dotarłem na 1 cmentarz wojskowy burza już była bliziutko. Dlatego odpuściłem tego multaka i pognałem w dół do doliny Dunajca, do Dąbrówki Szczepanowskiej. Burza przesmyknęła się tuż obok a ja odpocząłem nad rzeczką. Musiało tam chwile wcześniej lać bo dojazdówka caluśka w błocie. No ale nic, kilka fotek i dalej w drogę. Kolejny przystanek to keszyk na kolejnym cmentarzu wojskowym. Wyjeżdżam na górkę a tam znowu od drugiej strony wali piorunami. I to całkiem blisko, a chmurki takie niewinne. Więc szybko odnajduje kesza, szybki wpis i spadam stamtąd. Zjeżdżam do Zgłobic, tam zaczyna mocno padać. Przeczekałem na przystanku. Przestało padać ale... na drodze pełno wody a ja bez błotników ;) Tak więc w miarę powoli jadąc obieram kurs na Pleśną. Cały się ufajdałem zarówno z przodu wraz z twarzą jak i cały tyłek, plecy, plecak ;) Odpuściłem zaplanowane poszukiwania i wróciłem do domu przez Rychwałd. Strasznie długi podjazd wymęczył mnie psychicznie, jednak potem był równie długi zjazd do siedlisk Skąd spokojnie już po suchutkim asfalcie do domu.
Strasznie tu u mnie nudą zawiało. Ciągle tylko praca a jak jakaś wycieczka to bez zdjęci i lepszego opisu. Ale niestety na razie nie mam czasu na nic więcej.
Z samego rana wybrałem się na pogórzańskie szlaki. Zaniesione niebo było od rana, jednak dopiero coś około 11 zaczęło padać. Złapało mnie w Bukowcu, postanowiłem jednak dojechać na bacówkę na Jamnej i dopiero tam przeczekałem chmurę. Ogrzałem się herbatką z rumem po czym wróciłem do domku jednak już w deszczu. Przemokłem cały ale banan na twarzy był bo dużo fajnego jeżdżenia w terenie. Ja i rower caluuuśki w błocie ;)