Dziś po raz pierwszy w tym roku trochę zmokłem podczas jazdy do/z pracy. Wyszedłem z pracy o 14 i jak na złość 5 minut wcześniej zaczęło padać. Najgorszą falę przeczekałem pod drzewem w Dąbrówce. Jednak bez błotników to nawet jak już nie leje to człowiekowi nieźle zarzuca na plecy i zadek ;)
Wkurzony ciągłymi zwiechami blendera i niemożliwością dokończenia projektu zaliczeniowego wybrałem się na rower aby zażyć trochę endorfin. Oj grzało niemiłosiernie, ale jazda i tak sprawiała radość. Najpierw główną drogą przez Tuchów do Piotrkowic gdzie odbiłem na Suchą Górę. Po okolicy poplątałem się trochę za keszami. W sumie kiepsko mi poszło to szukanie tylko 3 znalezione a w okolicy jest ich dużo. Powrót doliną rzeki Białej, od Tuchowa sprint na maksa do domu, praktycznie cały czas ponad 30 km/h. Przyjechałem taki spocony i rozgrzany że spędziłem w łazience z 15 minut zanim ostygłem ciągle przemywając twarz. Wycieczka poprawiła humor ale do projektu nie wróciłem tylko zakończyłem dzień piwkiem ;)W Piotrkowicach jest fajna oberża pod grzybek, piękne tam widoki tylko robione zdjęcie komórką więc nic nie widać... Kiedyś stał tu pomnik mega grzyba, podobno rekordowo wielkiego na skalę światową, znalezionego właśnie tutaj w lesie.