Cały tydzień przejeżdżony do pracy rowerem. Nie będę już wypisywać każdego dnia z osobna bo tylko śmieci to bloga, a licznik dalej nieodnaleziony chociaż podejrzewam że jest gdzieś w domu. Cały tydzień upały, najgorzej w wtorek i piątek. Wieczorami straszyło burzami ale wytrzymywało aż do piątku kiedy to wracałem w burzy. Pięknie się jedzie jak noc rozświetlają pioruny, a tego dnia były niezłe, rozchodziły się po całym niebie.
Praca. W drodze powrotnej porządne burze i ulewy, przesiedziałem pod dachem dobre 20 minut, nowe błotniki spisują się świetnie, mało co chlapie na nogi.