Tatry 2012 - dzień 1
Czwartek, 19 lipca 2012
· Komentarze(3)
Kategoria Tatry 2012, Długie Wycieczki
Pobudka 4:20, śniadanie jak zwykle płatki, niestety chyba mleko było nieświeże i mnie po nim bolał potem cały dzień brzuch. Niestety sakwy zamówione w cykloturze tydzień wcześniej jeszcze nie doszły i zapakowałem się w plecak, który jakimś cudem mocuję do bagażnika. Sprawdzenie wszystkiego jeszcze raz czy zapakowane i w drogę. O 5 jestem już po Konrada, który czeka na polu i jedziemy. Pierwsze kilometry bardzo mozolnie, jeszcze chyba śpimy. Grybów cały rozkopany, objazdy, robimy tam mała przerwie na moście bo idę do delikatesów skombinować jakieś śniadanie. Pierwszy podjazd pod Ptaszkową idzie nawet dobrze, myślałem że podjeżdżanie z takim bagażem będzie trudniejsze. Potem szybki zjazd aż do Nowego Sącza Jamnicy. Tam przez miasto bocznymi dróżkami za szlakiem rowerowym, w pewnym momencie ukazuje się piękny widok na Beskid Sądecki – pasmo Radziejowej.

Jedziemy przez rondo za NS i mamy przyjemność użyć ścieżki rowerowej, oczywiście z kostki i zastraszająco długa, pewnie ze 30-40 metrów ;P W Starym Sączu na rynku krótki postój na śniadanie.

Dalej jedziemy doliną Dunajca. Ruch dość duży także postanawiamy jechać drugą stroną Dunajca, bocznymi dróżkami.

Niestety fajna droga dość szybko się kończy, musimy się też trochę wrócić bo droga okazała się ślepa.

W Krościenku nad Dunajcem odbijamy z głównej drogi i jedziemy w kierunku Szczawnicy. Tutaj na początku przełomu Dunajca dłuższa przerwa na jedzenie i regeneracje sił. Droga przełomem Dunajca to po prostu bajka, świetnie się jedzie, widoki cudowne, tylko na początku dużo ludzi potem już znośnie. To był chyba najfajniejszy odcinek trasy tego dnia, szkoda że to 100km od domu bo częściej bym tam zaglądał.

Jedzie się wyśmienicie także droga szybko mija i wylatujemy na Słowacji z drugiej strony przełomu. Tam ładny widok na 3 korony, omijamy czerwony klasztor bo tłumy. Zaczynają się powoli widoki na cel naszej podróży – tatry.


Zmieniamy stronę Dunajca i wjeżdżamy do powrotem do Polski. Ponownie ładny widok na 3 korony z mostu.

Za Sromowcami dość ostry podjazd, za to potem świetny zjazd w stronę zapory. Wjeżdżamy na chwilę na zaporę w Niedzicy, kilka fotek z zamkiem w tle i szybko spadamy w kierunku Łapsze Niżne.

Tutaj zaczyna się jeden z cięższych i dłuższych podjazdów tego dnia. Mozolnie pniemy się do góry, zmęczenie rekompensują piękne widoki na tatry.

Wymęczeni zjeżdżamy w dół, myśleliśmy ze to najcięższy podjazd tego dnia, oj jak grubo się myliliśmy. Najgorszy okazał się podjazd w Bukowinie Tatrzańskiej, po którym była premia górska w tegorocznym Tour de Pologne. Aż musieliśmy zrobić sobie po drodze przerwkę bo po tylu kilometrach w nogach i z bagażami nie było sił psychofizycznych żeby to naraz podjechać ;) Jakoś dajemy rade i zjeżdżamy do Poronina, ostatni odcinek trasy to nie należąca do przyjemnych jazda zakopianką. Duży ruch, jeszcze przejazd pociągu przykorkował drogę.

Schodzi nam chwilę poszukiwanie dogodnego noclegu, na początku proponują nam noclegi w zadupiach na górkach albo za wygórowane ceny. W końcu jednak lądujemy w bardzo fajnym miejscu na początku Kościeliska co będzie super bazą wypadową na drugi dzień jazdy. Niestety mają na kwaterę jakieś pół kilometra zaczyna lać, burza się rozszalała, dojeżdżamy lekko zmoknięci. Tyle kilosów i na ostatnim łapie nas taka burza…. Nic tylko się cieszyć że nie wcześniej :D
/

Widoki na Beskid Sądecki z okolic Nowego Sącza.© Krasu
Jedziemy przez rondo za NS i mamy przyjemność użyć ścieżki rowerowej, oczywiście z kostki i zastraszająco długa, pewnie ze 30-40 metrów ;P W Starym Sączu na rynku krótki postój na śniadanie.

Rynek w Starym Sączu.© Krasu
Dalej jedziemy doliną Dunajca. Ruch dość duży także postanawiamy jechać drugą stroną Dunajca, bocznymi dróżkami.

Przejazd przez dunajec.© Krasu
Niestety fajna droga dość szybko się kończy, musimy się też trochę wrócić bo droga okazała się ślepa.

W dolinie Dunajca.© Krasu
W Krościenku nad Dunajcem odbijamy z głównej drogi i jedziemy w kierunku Szczawnicy. Tutaj na początku przełomu Dunajca dłuższa przerwa na jedzenie i regeneracje sił. Droga przełomem Dunajca to po prostu bajka, świetnie się jedzie, widoki cudowne, tylko na początku dużo ludzi potem już znośnie. To był chyba najfajniejszy odcinek trasy tego dnia, szkoda że to 100km od domu bo częściej bym tam zaglądał.

Przełom dunajca przez Pieniny - świetna trasa rowerowa.© Krasu
Jedzie się wyśmienicie także droga szybko mija i wylatujemy na Słowacji z drugiej strony przełomu. Tam ładny widok na 3 korony, omijamy czerwony klasztor bo tłumy. Zaczynają się powoli widoki na cel naszej podróży – tatry.

Trzy korony.© Krasu

Pierwsze widoki na tatry - cel podróży.© Krasu
Zmieniamy stronę Dunajca i wjeżdżamy do powrotem do Polski. Ponownie ładny widok na 3 korony z mostu.

Krasu podziwia widoki.© Krasu
Za Sromowcami dość ostry podjazd, za to potem świetny zjazd w stronę zapory. Wjeżdżamy na chwilę na zaporę w Niedzicy, kilka fotek z zamkiem w tle i szybko spadamy w kierunku Łapsze Niżne.

Zapora Czorsztyn, zamek w Niedzicy.© Krasu
Tutaj zaczyna się jeden z cięższych i dłuższych podjazdów tego dnia. Mozolnie pniemy się do góry, zmęczenie rekompensują piękne widoki na tatry.

Tatry coraz bliżej, widoki dodają sił.© Krasu
Wymęczeni zjeżdżamy w dół, myśleliśmy ze to najcięższy podjazd tego dnia, oj jak grubo się myliliśmy. Najgorszy okazał się podjazd w Bukowinie Tatrzańskiej, po którym była premia górska w tegorocznym Tour de Pologne. Aż musieliśmy zrobić sobie po drodze przerwkę bo po tylu kilometrach w nogach i z bagażami nie było sił psychofizycznych żeby to naraz podjechać ;) Jakoś dajemy rade i zjeżdżamy do Poronina, ostatni odcinek trasy to nie należąca do przyjemnych jazda zakopianką. Duży ruch, jeszcze przejazd pociągu przykorkował drogę.

Mina niewyraźna, na dzisiaj mi wystarczy ;P© Krasu
Schodzi nam chwilę poszukiwanie dogodnego noclegu, na początku proponują nam noclegi w zadupiach na górkach albo za wygórowane ceny. W końcu jednak lądujemy w bardzo fajnym miejscu na początku Kościeliska co będzie super bazą wypadową na drugi dzień jazdy. Niestety mają na kwaterę jakieś pół kilometra zaczyna lać, burza się rozszalała, dojeżdżamy lekko zmoknięci. Tyle kilosów i na ostatnim łapie nas taka burza…. Nic tylko się cieszyć że nie wcześniej :D
/





