25/26-02-2013 - Hiszpania - Dzień 3 - Costa Brava

Poniedziałek, 25 lutego 2013 · Komentarze(2)
Wstajemy z samego rana aby zdążyć na wschód słońca nad morzem. Dzień zaczynamy od pieszej wędrówki po klifach i porcie. Dzień wcześniej upatrzyliśmy sobie świetne miejsce do oglądania wschodu słońca na wielkim klifie. Strasznie zimno z rana, siedzimy dość długo i niestety pogoda znowu psota nam figla i zamiast słońca mamy chmurki. Udaje się jedynie zrobić kilka fotek trochę później już w zatoczce koło portu.
Wschód słońca - Costa Brava. © Krasu

Nasz Hostel mieścił się zaraz koło „zamku”, jakby się wydawało ale jak się okazało to był po prostu kościół.
Kościół przypominający zamek. © Krasu

Z naszej miejscówki na wschód słońca mamy takie widoczki.
Poszarpane wybrzeże w Sant Feliu de Guixols. © Krasu

Jest tak zimno że Bena stosuje najnowszy krzyk mody, izolacyjną miniówkę ;)
Najnowsza kolekcja prosto z Hiszpani. © Krasu

Zmarznięci oczekiwaniem postanawiamy się co nieco poruszać i pozwiedzać port oraz przespacerować się nadmorskim szlakiem.
Port w Sant Feliu. © Krasu

Łódka w stylu retro. © Krasu

Luksusowe jachty w porcie. © Krasu

Zatoka portowa. © Krasu

Nadmorski szlak po klifach, pełen pieknych widoków. © Krasu

Dla takich widoków warto sie pomęczyć. © Krasu

Nasza miejscówka na śniadanie. © Krasu

Nasza wędrówkę kończymy w małej zatoczce, gdzie znajdujemy dużo muszli i różnych części jakby rafy koralowej. Najfajniejsze znalezisko to szczypce kraba ;) Mimo takiego zimna widzimy kilku nurków. Musimy wracać na śniadanie do Hostelu i potem w droge już rowerami powrotem do Girony.
Zatoka skarbów. © Krasu

Śniadanie bardzo smaczne, pieczywo oczywiście podgrzane jak wszystko tam w Hiszpani. Dostajemy baaardzo smaczny sok pomarańczowy do śniadania, który kupujemy potem też na wieczór. Niestety do domu nie wzięliśmy bo nie było go na lotnisku.
Śniadanie jemy z takimi widoczkami za oknem. © Krasu

Po śniadaniu zwijamy się z Hostelu i jedziemy pożegnać się z wybrzeżem. Na odchodne dostajemy piękną pogodę, ciepłe słonce. Nie chce się ruszać tyłka ale trochę kilometrów jeszcze przed nami.
Pożegnanie z Morzem Śródziemnym. © Krasu

Sesja na skałkach. © Krasu

Ostatnie fotki i w droge. © Krasu

Costa Brava - Sant Feliu de Guixols. © Krasu

Costa Brava - Sant Feliu de Guixols. © Krasu

Wracamy tą samą drogą co przyjechaliśmy, nie ma wiec żadnych problemów z nawigacją oraz nie mamy towarzystwa blaszaków. Po drodze mijamy ciekawe hotele i budynki. Ostatnie spojrzenie z górki na morze i już ruszamy całą parą żeby zdążyć oddać rowery przed zamknięciem sklepu. Jedzie się nawet dobrze i szybko, Bena nadaje tempo :D Daje o sobie znać ból tyłka, po zimie tyłek nie przyzwyczajony a do tego ciężki plecak. Po około trzech czwartych trasy robimy postój i gotujemy coś ciepłego. Z nową dawką energii atakujemy ostatnie 10km, niestety zaraz przed Gironą łapie nas śnieg… pomimo że temperatura na plusie. Postanawiamy dojechać bez przeczekiwania bo chmura dość duża i zimno nam. Niestety śnieg przechodzi w gesty deszcz i mokniemy. O ile kurtki wodoszczelne dają radę to spodnie zwykłe i przemakamy, marzniemy. Jakoś dajemy radę dojechać do sklepu gdzie oddajemy rowery i przecznicę dalej mamy hostel.
Jeden z Hoteli na Costa Brava. © Krasu

Hiszpańskie trasy rowerowe. © Krasu

Udaje się też pstryknąć kilak marko. © Krasu

Akcenty rowerowe widac tam wszędzie, nawet mają swego rodzaju pomniki. © Krasu

Wieczorem idziemy na miasto na jakieś zakupy, coby popróbować tutejszych specjałów. Kupujemy pyszny sok pomarańczowy i kilka browarów na spróbowanie. Jak się okazuje jedno z kupionych „piw” jabłkowych to nie piwo tylko Cedra czyli sfermentowany sok jabłkowy ;P
Testujemy miejscowe trunki. © Krasu

Następnego dnia wstajemy rano na śniadanko, w cenie hotelu i do tego w formie bufetu także najedliśmy się do syta. Po czym idziemy na miasto żeby na spokojnie zobaczyć Girone. Zwiedzamy stare żydowskie miasto, katedrę i mury obronne. Czas szybko leci i musimy się zwijać wymeldować z Hostelu. Po drodze wstępujemy pokupić pamiątki i idziemy na dworzec autobusowy. Odjeżdżamy na lotnisko, kończy się wycieczka. Cała na pełnym gazie także jesteśmy wycieńczeni. Na pożegnanie mamy piękne widoki z samolotu na wybrzeże. Bena idzie spać a mi nie pozwalają zasnąć piękne widoki na Alpy. Może jeszcze kiedyś tu wrócimy bo 4 dni to zdecydowanie za mało!
Girona - stare miasto. © Krasu

Girona - stare miasto. © Krasu

Girona © Krasu

Krasu w Gironie. © Krasu

Ostatnie widoki z Girony. © Krasu

Ostatnie spojrzenia na Costa Brava © Krasu

Alpy - szkod że tylko z samolotu... © Krasu

Słońce zachodzi - wzejdzie już w Polsce. © Krasu

Costa Brava 2013. © Krasu

Komentarze (2)

Polecam wycieczkę w "realu", dzięki promocjom w tanich liniach lotniczych i gościnności ludzi taka wycieczka wcale nie musi być droga. Pozdrawiam.

krasu 21:06 poniedziałek, 11 marca 2013
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa aliob

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]