Pojechałem do kolegi podżucic mu jakieś gry, potem tak jakoś wyjechałem na najbliższą górkę. Stamtąd piękny widok na dolinę białej, miasteczko Ciężkowice i zachód słońca. Niewiele myśląc poniosło mnie w dół. Szlakiem wzdłuż rzeki dotarłem do miasteczka, podjazd na rynek i potem dalej do rezerwatu skamieniałe miasto. Niestety na górze skończył się asfalt. Patrze droga w miarę sucha, no to chop podjeżdżam pod jakąś altanę w lesie, jednak coraz bardziej mokro, błoto po kolana. No ale nie będę się przecież już wracać ;P Zjechałem s powrotem do dolinki leśnymi drogami, teren mi nieznany więc kilak razy musiałem zwracać ze ślepych leśnych uliczek. Po około 2km udało się dotrze na parking koło skamieniałego miasteczka. "Umyłem" rower w potoku i po ciemku powrót do domu.
Większość asfalcik, w górę, w dół, w górę i tak wkółko :) Niestety w pewnym momencie koniec asfaltu i..... droga w las, której drogą nazwać nie można, krosik topi się w błocie nie da rady jechać trzeba wypchać, stając na górze mam zamiar zjechać a tu.... śniegu po kolana zmarzniętego, przepadającego i trzeba sprowadzić :/ także jakieś 2kmy prowadzę :/ Potem zaliczam szczycik i szosuję na wyciąg narciarski polukac na narciarzy :) Następnie długi zjazd, odwiedzam sklepik, zjadam bananki i do domu. Mile popołudnie tylko ten zimny wiatrrrrr
Napisałem wcześniej tekstu z pół strony i przy zapisywaniu zniknęło wsio.... ehh nie będę pisał jeszcze raz. Dziś rowerek, wczoraj pieszo. Zdjęcia robione telefonem :/ Z wczoraj :)
Widok z "Cisia" w stronę tatr. Mini wodospadzik. Tymczasowy strumyk. Spływa zima spływa :D
Z rana pogoda wyglądała niepewnie, jednak koło południa zobaczyłem promyk słońca i to wystarczyło, wyciągnąłem krosika i w drogę, zajechałem do rożnowic, niby nie daleko ale podjazdy dały w kość, na jutro przewiduje zakwasy :D Ale pogoda wymarzona, tylko jeszcze kilka stopni cieplej i można śmigać :)
Na początek kilometr po płaskim asfalciku by potem ostro skręcic pod górkę i po około 2km jazdy jestem na Nosalu (365mnp). Brak kondycji daje o sobie znac, pierwszy podjazd a ja już zipie jak po setce ;) Następnie spokojnie jadę "szczytami" po wąziutkiej asfaltówce, towarzyszy mi widok na tatry :) Az się nie chciało wraca do doliny. Po zjeździe do Rzepiennika Biskupiego mały odpoczynek i wracam doliną do domu. Rowerek się spisuje świetnie muszę tylko trochę podregulowac przerzutki.