Korzystając z braku silniejszego wiatru postanowiłem "obrócić" do pracy i z powrotem poniżej godzinki. Mission completed :D
Nareszcie skończyły mi się egzaminy, nie mam jeszcze wszystkich wyników więc nie wiem czy sesja zamknięta, ale na razie mam czas żeby w końcu jakieś zdjęcia powrzucać :)
Poniżej kilka fotek z powodzi, niektóre kiepskiej jakości bo robione aparatem.
Tak wyglądała droga do mnie, kajakiem byłoby ciężko bo prąd straszny, jedynie helikopter byłby ok ;)
W czwartek nie dałem rady wrócić do domu bo masa dróg nieprzejezdnych. Gdy udało mi się to z rana tak wyglądało podwórko mojej babci, mój domek w tle. Patrząc po poziomie wody odbitym na ścianie to i pod moim domem woda była.
Biała troszkę zwiększyła swoją szerokość.
W niedziele wybrałem się na objazd okolic. Zniszczenia mega. Tutaj droga ustąpiła miejsca potoczkowi - Jodłówka Tuchowska.
Na szczęście została fosa i dało się rowerkiem przejechać :D
W niektórych miejscach przekształciło drogę w iście rowerową :D
Niestety w innych miejscach pozrywało mostki.
Tutaj poprzestawiało asfalt, porobiło niezłe hopki do skakania :D
Znalazł się też wykolejony pociąg. Na szczęście nic się nikomu nie stało.
Na razie to by było na tyle, mam nadzieje że następne galerie będą bardziej optymistyczne.
Rano przyjemnie, powrót w upale i strasznych dusznościach. W Tuchowie przez most ruch wahadłowy, jak to dobrze ominąć sobie kilkukilometrowy koreczek :D
Jako że u nas w dolinie zniszczenia ogromne, pojechałem zobaczy do równoległej dolinki. Tam też nieciekawie, w jednym miejscu nie ma drogi przez jakieś 30 metrów tylko wyrwa głęboka na kilka metrów a na dnie płynie sobie potok. Most podmyty, zamknięty, wodociąg zerwany. Masakra.
W czwartek nawiedziła nas powódź. Zastała mnie u kumpla w innej miejscowości, gdy się dowiedziałem że zaczyna mi zalewać samochód chciałem się dostać do domu, jednak dom miałem odcięty od świata, zresztą Tuchów w którym się znajdowałem nie był w wiele lepszej sytuacji. Oglądając sytuacje w nocy zauważyliśmy wykolejony pociąg, na szczęście nic nikomu się nie stało.Wróciłem do domu na drugi dzień, przedzierając się pieszo przez osuwisko które zablokowało mi drogę do domu. Jak się okazuje zniszczenia w okolicy są ogromne. Na szczęście woda nie wdarła mi się do domu, chodź już była pod domem. Ale sąsiedzi zalani po okna :/ Zdjęcia innym razem jak będę mieć więcej czasu. Z tego wszystkiego zapomniałem nawet licznika, także tylko przybliżone kmy.