W końcu wróciłem do dojazdów rowerkiem do pracy, trochę z konieczności ale teraz powinno już pójść gładko, o ile będzie coś cieplej bo idzie zamarznąć. Mazdeczka u elektromechanika pewnie gdzieś do poniedziałku więc weekendzik rowerowy :D Dziś do pracy późno wyjechałem bo szukałem latarki rowerowej, której i tak nie znalazłem. Także powrót w ciemnościach,przykleiłem sobie jednak dość duży odblask z przodu kierownicy, jakieś 10x10 cm z foli drugiej generacji, więc byłem widoczny z daleka i w miarę zmieniali na krótkie światła, gorzej jak nic nie jechało bo ledwo drogę widziałem. A tu wspomnienie herbatki z rumem na która naszła mnie ochota, a w domu nie mam rumu :(
Wracając z pracy uwierzyłem w te wszystkie opowieści o makrokeszach, zobaczyłem jakąś dziewuszkę z "fulem" co się jej złożył jak składak, po prostu masarka.
Skończyłem dziś prace troszkę wcześniej to sobie pojeździłem tu i tam. Zapomniałem przedniego światła i wracałem w nocy po ciemku a dziś księżyca zero więc miejscami było hardkorowo :P Zjeżdżając na partyzantów w Tuchowie pobiłem swój rekord prędkości, jako że nie pedałowałem za mocno to jest tam potencjał na więcej :D
Ale tylko w jedną strone, zostawiłem rower w pracy bo jak wychodziłem to była sraszna burza, także wróciłem na raty z Mirkiem, busem, stopem i piechpotką ;)
Po pracy wybrałem się poplątać w okolice Ciężkowic oraz do Staszkówki na cmentarz z mieczami. Ukryta tam jest skrytka magnetyczna na jednym z mieczy, niestety wyszedłem tylko na ten co były uchwyty, nie przeskakiwałem na ten drugi bo wiało i było ciut niebezpiecznie bo jakby nie było to jest wysoko ;P Kmy do pracy i popołudniowa wycieczka.