Dzień 7 - Ręcznik zdrajca!
Środa, 13 sierpnia 2014
· Komentarze(3)
Kategoria Alpy 2014, Długie Wycieczki
Pobudka o zwyczajowej porze plus dwie drzemki. Śniadanie w
namiocie, pakowanie i jadę. Ręcznik się zbuntował, nie chciał schnąć w sakwach
to dostał ekstra miejscówkę na bagażniku. Niestety tak mu się musiały spodobać
te Alpy że dał nogę i zostałem bez ręcznika ;) Pewnie gdzieś tam leży na
alpejskich trasach. Pogoda lepsza niż wczoraj, koło południa wychodzi nawet
słońce.

Z porannych mgieł wyłaniał się zamek© Krasu
Na jutro planuję atak na Hochtor, dlatego dzisiaj jazda na luzie i w miarę możliwości trzeba coś więcej zjeść i odpocząć. Zjadam kebaba w przydrożnej budce. Zaopatruję też się w piwko… które niestety przebija się podczas upychania w bagażu i zalewa mi sakwę. Suszę wszystko na słońcu ale niestety i tak zalatuje ode mnie jak od jakiegoś bezdomnego piwskiem ;)

Mijam piękne alpejskie pasma górskie© Krasu
Dzisiejsza trasa prowadzi przez Bischofshofen, słynne głównie ze względu na odbywające się tutaj zimowe zawody. Dlatego obowiązkowo podjeżdżam pod skocznię. Sama skocznia to stary obiekt wkomponowany w górę. Samo miasteczko jest bardzo małe, ale centrum wygląda bardzo klimatycznie.
Do miasteczka dojeżdżam wygodną drogą rowerową© Krasu

Centrum Bischofshofen© Krasu

Pod skocznią narciarską© Krasu
Dzisiejsza trasa wiodła głównie doliną rzeki Salzach, malowniczo wijącą się wśród Alp. W mijanych miejscowościach można spotkać wiele akcentów rowerowych, w tym piwo „rowerowe”. Ciekawa też była publiczna siłownia na bulwarach. W niektórych miejscach rzeczka ta zamieniała się w iście górski potok, przełamując strome urwiska. W takich miejscach można wybrać się na spływ pontonem, co z racji na mijaną dużą ilość pontonów, jest bardzo popularne. Obok wąskiej dróżki nie zmieściła się już ani droga rowerowa ani autostrada, którą wybudowano powyżej przekopując tunele i budując piękne mosty.

Sport to zdrowie ale i browarek nie zaszkodzi© Krasu

„Wąż” na wodzie© Krasu
Mostek nad wodospadem, jadąc autostradą tak wiele widoków nas omija© Krasu

Dzielny „Krosik” na trasie© Krasu
Dojeżdżam do miejscowości Bruck an der GroBglocknerstrBe, gdzie odbijam właśnie na słynną Grossglockner High Alpine Road. Kawałek dalej w miejscowości Fusch miła niespodzianka w postaci polskiego pensjonatu. Ja jednak jadę dalej i spotyka mnie mniej miła niespodzianka w postaci ulewy. Tuż po rozpoczęciu się bardziej stromego podjazdu znajduję miejscówkę z małym daszkiem. Jest to budynek jakiegoś instytutu związanego z gospodarką wodną. Bardziej to jednak jakiś budynek techniczny na odludziu, także nie spodziewam się gości. Ulewa nie odpuszcza a j zostaję tutaj na noc. Po przeciwnej stronie doliny mam spory wodospad, jednak po takim zmęczeniu nawet on nie przeszkadza w spaniu. Dzięki zadaszeniu nie rozkładam nawet namiotu tylko śpię w śpiworze, niestety zamiast gwiaździstego nieba zostają mi tylko do podziwiania światła z miasteczka w dolinie.

Ostatnia wioska przed Grossgloknerstrasse© Krasu

Przejazd płatny – szaleńcy na rowerach mają gratis© Krasu

Znaki i widoki zachęcają do jazdy© Krasu

Sucha miejscówka na noc© Krasu
Dzień 6 - Deszcze niespokojne., Dzień 8 - "D-day".






