Skończyłem dziś prace troszkę wcześniej to sobie pojeździłem tu i tam. Zapomniałem przedniego światła i wracałem w nocy po ciemku a dziś księżyca zero więc miejscami było hardkorowo :P Zjeżdżając na partyzantów w Tuchowie pobiłem swój rekord prędkości, jako że nie pedałowałem za mocno to jest tam potencjał na więcej :D
Po pracy wybrałem się poplątać w okolice Ciężkowic oraz do Staszkówki na cmentarz z mieczami. Ukryta tam jest skrytka magnetyczna na jednym z mieczy, niestety wyszedłem tylko na ten co były uchwyty, nie przeskakiwałem na ten drugi bo wiało i było ciut niebezpiecznie bo jakby nie było to jest wysoko ;P Kmy do pracy i popołudniowa wycieczka.
Wciągnął mnie ten geocaching i poplątałem się dziś troszkę za keszami, 3 odnalezione na więcej nie starczyło czasu. Przy okazji pojeździłem po brzance :)
Czytając kogoś blog, już nie pamiętaj czyj, natknąłem się na wzmiankę o geocachingu. Bardzo mnie to zainteresowało, postanowiłem więc wyruszy na poszukiwanie swoich pierwszych skarbów :D Zlokalizowałem online 3 takie miejsca w skamieniałym miasteczku w Ciężkowicach. Niestety w sobotę był za duży ruch turystyczny żeby podjąć próbę szukania. Do tego nie mam saperki a skarby zakopane ;) Także pokręciłem się trochę tylko po skamieniałym. Natomiast wieczorkiem wybrałem się z Madzią do Piekiełka, do Diablego Kamienia i tam znalazłem swój pierwszy cache :) Chwile się nachodziliśmy zanim znaleźliśmy w ogóle ten kamień, gdy go znaleźliśmy już się ściemniało, ale udało się znaleźć skarb :)
Przez Wał i Jurasówke. Podczas podjazdu pod Wał, w lesie zostałem zaatakowany przez niezliczone siły wroga, wybijałem ile się dało ale ciągle napływały posiłki, musiałem uciekać z lasu ile sił w nogach, dopiero za lasem wybiłem do reszty wszystkie bąki. Normalnie w życiu tyle naraz nie widziałem, ciągnął się za mną cały rój. Kmy do pracy plus wycieczka popołudniowa.
Cały tydzień odpoczywałem od rowerku i w końcu nie wytrzymałem i pojechałem dziś :) Jako że ciągle upalnie to postanowiłem pojeździć w terenie, zawsze to mniej grzeje niż od asfaltu. Prognozy nie był za ciekawe także postanowiłem pokrążyć po okolicy tak, żeby mieć w miarę blisko do domu w razie "W". Z domu asfaltem na nosalową, potem żółtym szlakiem rowerowym do Lubaszowej, skąd czarnym pod klasztor, następnie żółtym na bacówkę. Tam mała przerwa i dalej niebieskim szlakiem z Brzanki do Ciężkowic. W kilku miejscach nieprzejezdny rowerem, ale da się jakoś przejść. Nawet do wodospadu dotarłem. Po drodze na chwilke sie zatrzymałem jeszcze na Dąbrach. Najtrudniejszy to odcinek od wodospadu do skały grunwald, masa kamieni i korzeni, no i porobione schodki, jechałem ile tylko mogłem. Tempo dziś założyłem spacerowe, także chciałem jak najwięcej jechać a nie prowadzić.
Po powrocie z pracy mały odpoczynek i wybrałem się w teren po którym jeszcze nie jeździłem na rowerku. Docelowo na Polichty aby tam pojeździć po żółtym szlaku pieszym. Przejechałem tym szlakiem tylko z 5km a umęczyłem sie bardziej niż te wszystkie kmy po asfalcie :) Dużo kamieni, szlak wypłukany przez wodę, straszne koleiny, przeplatające się miejscami potoczki, po prostu miodzio :)