Popołudniowa wycieczka na okoliczne pagórki. Coraz cieplej jednak strasznie mokro. Nawet "utwardzona" droga żwirem zapadała się dość sporawo, tylko kilometr terenu a ubrudziłem się jakbym pół dnia po lasach jeździł ;)
Korzystając z ostatniego dnia urlopu, wybrałem się na wycieczkę na pobliski Wał. W końcu po całym tygodniu sypania śniegu wyszło słońce. Licznik mam popsuty więc dane przybliżone z trekbuddy.
W końcu przestało sypać.Korzystając z chwili wolnego czasu przejechałem się po okolicznych górkach aby przetestować nowy napęd. Wymieniłem korbę na Shimano M590 Deore z HT2, kaseta już nawet nie pamiętam jaka i łańcuch Deore XT. Do tego nowe pedały, jeszcze nie SPD bo te chyba dopiero na następny sezon. Ale te nowe są na łożyskach zamkniętych i nie posiadają w ogóle luzu. Bardzo fajnie teraz się jeździ, czuć że więcej włożonej siły przekłada się na ruch roweru. No ale narazie to tylko takie wstępne testy, zobaczymy jak się będzie sprawować podczas ostrzejszej jazdy w terenie.
Wybrałem się do skamieniałego zrobić Earthcache. Rower mam jeszcze nie skręcony bo nie mam klucza do HT II, więc na pożyczonym od braciaka. Wszystko ładnie pięknie aż tu kilka km przed domem, jadąc suchutkim asfaltem nagle droga mocno opada w dół w las. Na dodatek od północnej strony, więc caluśka pokryta jeszcze lodem, na dodatek wyślizganym przez samochody bo tam naprawdę stromo. Niestety droga opada tak nieładnie że zauważam to jakieś 2 metry przed, hample na całego jednak to nie mój rower i jedynie lekko zwalnia a nie zatrzymuje się. Próbuję ratować sytuację zjeżdżając na pobocze, bo tam widzę śnieg a nie lód, jednak jest już za późno. Ląduję na szczęście już nie na asfalcie a na ziemi w rowie. Za późno puściłem kierownicę, nadgarstki mi powykręcało trochę i przeharowałem nogę. Lewy pobolał i przestał, prawy zabandażowany bo ciągle boli :/ Kilka dni zapowiada się więc nierowerowo a ja akurat mam urlop.... Ehhh no ale co zrobić.
Poniżej zdjęcie zrobione w rezrewacie, na szczycie skałki z krzyżem.
Zbliża się czas sesji, więc mam dużo projektów do roboty, do tego na dniach egzaminy, więc bardzo mało wręcz w ogóle czasu na rower. Nie wytrzymałem jednak dziś bo cieplutko i skoczyłem na te bardziej strome podjazdy w okolicy żeby złość wyładować i jednak się dalej zmusić do siedzenia na lapku. Najbardziej pracochłonna jest animacja na zaliczenie laborek z przedmiotu "Wizualizacja i animacja komputerowa". Fajne rzeczy ale żmudna robota. Poniżej screen z jednej ze sceny, animacje robię o czarodzieju ;)
Dodatkowo przekonałem się że muszę wkońcu kupić kask, zjeżdżając z jednej górki 3 kurki sobie gadały na poboczu, oczywiście gdy się zbliżyłem zachciało im się przechodzić, niezdecydowane także jedną mijam na milimetry przy 50km/h, parę piór zgubiła ale na szczęście nie wywróciłem się.
Takim słowem bym określił kilka odcinków mojej dzisiejszej wycieczki. Zaspy że hoho ,wczoraj wiało niemiłosiernie i zawiało niektóre wąwozy na równo. Wybrałem trasę która w czasie zimy jest w ogóle nieuczęszczana, może raz na tydzień tamtędy ktoś przejdzie. Dużo walki ze śniegiem więc prędkość średnia nie powala :D Ale kilka fajnych podjazdów, wycieczka udana, tylko ten deszcze to jak na styczeń nie odpowiedni ;) Zdjęcia z telefonu więc jakoś kiepska :)
Zimowa runda po okolicznych pagórach. W taką słoneczną pogodę, gdy od śniegu odbijają się miliony fotonów, pedałowanie staje się prawdziwą radością dla ducha. Aż często przystawałem i gapiłem się na te zaśnieżone pagórki...eeeh
Pierwsza wycieczka w tym roku. Ciepło nawet jak na styczeń bo ponad zero, jednak leśne drogi na szczęście wciąż zamarznięte. Pojechałem do Turzy odcinkiem "szczytowym", w lecie jest to trasa częściowo terenowa a częściowo asfaltowa. Teraz praktycznie sam teren, może ze 2 miejsca roztopione do asfaltu tam gdzie muszę kawałek podjechać główniejszą drogą. Bardzo pięknie na pagórkach o tej porze roku. Nie jeździłem wcześniej w zimie i nie wiedziałem w ogóle czy da się jeździć po pagórach, czy nie będę ciągle leżał. W dolinach mam główne drogi więc odpadały ze względu na sól i duży ruch. Nie było tak źle, tylko kilka razy podjechało mi przednie koło ale obyło się bez upadku, tylko z jedną podpórką, odbiłem się od ziemi i wskoczyłem spowrotem w siodełko ;)Max prędkość wyciągnięta paradoksalnie na lekkim podjeździe :D Bo z górki nie czułem się za stabilnie. O dziwo podjechałem wszystko, najbardziej mnie zdziwiło że udało się wyjechać pod moją "małą golgotę", w tamtym roku na wiosnę gdy zaczynałem jazdę po suchym asfalcie nie dawałem tam rady, to mnie napawa optymizmem na ten rok :D Strat w rowerze jak i ludziach brak, jedynie palce u stóp trochę zmarzły.