W końcu znalazłem coś czasu i ruszyłem gdzieś swoje 4 litery. Bardzo fajna trasa po okolicznych pagórkach. Z domu szlakiem rowerowym nad Białą, potem pieszym szlakiem ze skamieniałego miasteczka do Diablego Boiska. Skąd kawałek szlakiem a potem asfaltem powrót do Ciężkowic, skąd do domu na około przez Rzepienniki i fajne dróżki boczne. Po drodze znalezione 2 kesze i jeden zaginiony. O tej porze roku fajnie się jeździ bo często można natknąć się na jabłka i inne pyszności.
Czernicowo. Przejażdżka na Nosalową - cisie, tam dłuższa przerwa objeść się mega słodkimi czernicami, po czym zjazd do Rzepiennika Strzyzewskiego i powrót doliną do domu. Bardzo fajnie się jechało, w końcu urozmaicenie od dojazdów od pracy, trasa krótka ale widoki i humor świetny.
W końcu przełożyłem oponki na terenowe i pojechałem w lasy. Było trochę mokro ale frajda niesamowita, trochę tylko kondycja nie taka dobra z górki leśne, to nie to samo co podjazdy asfaltowe. Mało używałem hamulców, fajnie się zjazdy pokonywało. Trasa przez Cisie, Nosalową na Brzankę, powrót podobnie z małymi modyfikacjami.
Jako że nie miałem za dużo wolnego czasu to w planie była mała 2-3godzinna przebieżka. Najpierw z wiatrem się jechało bardzo fajnie, z powrotem jednak musiałem oddać to co dostałem. Trasa tradycyjna na Czchów i potem kawałek jeszcze do Wytrzyszczki, powrót lekko zmodyfikowany przez Stróże.
Miałem plan na niedziele wjechać na Jaworze, niestety dzień wcześniej polało dość mocno i stwierdziłem że nie będę się kąpać w błotku. Jednak pojechałem się przyjrzeć bliżej tej górce. Bardzo fajnie mi się jeździło, do Ptaszkowej trochę ciężej. Z powrotem zauważyłem że goni mnie ktoś na kolarce, także zmobilizowało mnie to do mocniejszego przykładania się. Po paru km mnie dojechał ale nie odpuściłem, co zaowocowało pogawędka i wspólną jazdą, chodź jak na mojego górala dość szybką bo ciągle w granicach 30 km/h. Pech chciał że na 3 km przed domem złapała nas burza. Prawie godzinka zmarnowana w sklepie, w sumie koczowało nas tam 4 rowerzystów. Waliło piorunami na około a w rowery nawet gradem ;) Przestało to chciałem szybko do domu czmychnąć ale mnie złapało jakiś kilometr przed... no i dojechałem jednak trochę przemoczony.
Po raz pierwszy w tym roku na brzanke. Bardzo fajnie się jeździło, podjazd asfalcikiem a powrót wzdłuż pasma brzanki. W lesie trochę mokro bo w weekend oraz rano padało.
Pierwsza dłuższa wycieczka po zimowej hibernacji. Pogoda fajna tylko trochę za grubo się ubrałem. Do Zakliczyna prosto przez Gromnik i potem niebieskim szlakiem aż do Czchowa. Powrót ta sama trasa. Cieszy duza ilość spotkanych rowerzystów na trasie, niestety głupota kierowców tez już się obudziła i oczywiście wyprzedzanie na czołówkę się zdazylo, bo co tam rower. Test nowych okularków z lidla jak najbardziej pozytywny, w porównaniu do moich starych to te są cudownie wygodne. Zdjęcia niestety tylko z komórki.
Pierwszy raz w tym roku, w sumie to się jeszcze sezon 2011 nie skończył a już się zaczął nowy ;) Dziś wycieczka do Olszyn przez Zakliczyn i Roztoke. Takie zimy to ja rozumiem ;)
Krótki ale treściwy wypad po okolicznych jeszcze nieznalezionych skrzynkach. Najpierw na Ciężkowice, potem Staszkówka i "do prosta" do Biecza. Trasa obfitująca w podjazdy. Znalazłem wszystkie 5 skrzynek z czego 4 ftfy. Multaka w Bieczu zostawiłem na inną okazje bo czas mnie gonił. Biecz cały w remoncie, ale nowy bruk ułożony nie za pięknie... za czasów gdy pracowałem w brukarstwie kładliśmy dużo lepiej ;) W Bieczu łapie gumę gdy przedzieram się przez krzaczory i cmentarny śmietnik w poszukiwaniu kesza.