Po tygodniu iście zimowych temperatur dziś miłe zaskoczenie. Słoneczko i jeden z wyświetlaczy na mieście pokazywał nawet 10 stopni na plusie. Niestety jak tylko słońce się chowało za chmury to od razu czuć było chłodem. Dlatego też zaraz po południu wyskoczyłem coś pojeździć, w sumie to po mieście się pokręciłem. A wieczorem z salonu taki oto widok cieszył moje oczy.
Przejażdżka do centrum do kilku sklepów. Niestety zima zawitała i tutaj. Tak mi ręce zmarzły w drodze że musiałem kupić rękawiczki w sklepie sportowym aby jakoś wrócić. Na ulicach już świąteczne przystrojenia a na rynku postawione podesty, chyba pod lodowisko. Na ulicach za to można spotkać paleniska do ogrzania się - wypas. Tym bardziej że temperatura tutaj oscyluje teraz koło 0-5 stopni. U nas jak jest -30 to nawet takich nie widziałem.
Tholen to małe miasteczko usytuowane przy kanale często uczęszczanym przez statki, te małe i większe. Dlatego też posiada przystań, w której można zobaczyć różnego rodzaju pływające wynalazki. Wiele z nich jest zamieszkałe na stale, po prostu takie domy na wodzie. Znudzi Ci się okolica to płyniesz gdzie indziej :)
Jako że jest to Holandia, to oczywiście nie mogło zabraknąć i wiatraków. Zresztą bardzo fajne są te stare wiatraki, chciałbym kiedyś zwiedzić jakieś od środka.
Już długo nic nie jeździłem, a to czasu nie było, a to pogoda kiepska. Dziś w końcu wybrałem się na małe kręcenie po okolicy, pogoda od rana kiepska ale popołudniu się przejaśniło to w drogę. Żeby nogi całkiem nie zardzewiały.
Dziś pomimo kiepskiej pogody wypad na rowerze do centrum. Zajeżdżam a tam wojsko USA z lat 40tych ;) No tak przecież jest tydzień kanadyjski i obchody 70lecia odzyskania niepodległości. Nie dziwią też zatem i okopy na rynku ;) Bergen op Zoom leży na południu Holandii w Brabancji Północnej, tuż przy granicy z Belgią. Wyczytałem na internecie że było to miasto cyrkowców i innych ludzi występujących na jarmarkach. W ubiegłym tygodniu widziałem tutaj cyrk, także może dalej mają coś wspólnego z tą tradycją.
Wojsko się pakuje, a ja jadę dalej w miasto. Poruszanie się po mieście rowerem jest super. Praktycznie wszędzie ścieżki rowerowe albo kontrapasy. Ale to podobno standard w Holandii. Tutaj to nawet do dziury zabitej dechami z jednym domkiem może być porządna, szeroka ścieżka rowerowa. Starówka Bergen op Zoom przypadła mi do gustu. Wąskie uliczki, dużo akcentów rowerowych. Restauracje z ogródkami, po prostu sielanka. Jest niedziela przed południem także ruch samochodowy praktycznie zerowy. Tylko ludzie to biegający, to na porannej przejażdżce rowerowej. Tutaj to posiadanie nawet 4 małych dzieci nie jest problemem w jeździe na rowerze, pakujesz je do takiego oto sprzętu i w drogę!
Dzisiaj wycieczka wokół następnego zbiornika wodnego niedaleko mieszkania. Początek trasy taki sam jak podczas objazdu Binnenschelde, w pewnym momencie jednak odbijam na zachód groblą ze ścieżką rowerową oczywiście. Wałem własnie oddzielono tą część morza i powstało w sumie chyba jezioro. Nie próbowałem wody to nie wiem czy była słona, w każdmy bądź razie dużo było muszli jak nad morzem, chociaż plaże były malutkie i tylko kamieniste. Za to bardzo ładne widoczki, z wiatrakami w tle. Między jedną groblą a następną utworzono kanał, którymi pływają statki i to w miarę duże. Kanał ten prowadzi chyba do portu w Antwerpii. Po drodze miałem do szukania kilka skrzynek GC, jednak po odnalezieniu pierwszej okazało się że zapomniałem czegoś do pisania, także dalej już nie szukałem.
Wałem dojeżdżam do autostrady, potem polnymi drogami do miejscowości Hoogerheide, skąd już znanymi mi ścieżkami do Bergen op Zoom. Po drodze mijam czołg, jak widać tutaj też pamiętają jeszcze o wojnie.
Kilka ładnych kilometrów zrobiłem na stację benzynową żeby dopompować powietrza bo nie mam tutaj żadnych rowerowych narzędzi ani sprzętu. Przy okazji znalazłem kilka skrzynek GC. Tuż pod domem przebiegała trasa maratonu biegowego, kibicowaliśmy przez okno ;) Można tutaj znaleźć masę rowerowych akcentów.
Tak się złożyło że akurat jestem w Holandii. Niestety znowu bez swojego roweru. Udało mi się jednak pożyczyć jakiś rower. Strasznie mały na mnie bo koła nawet 24 cale, ale zawsze jeździł. Koło mieszkania jest jeziorko, więc pierwsza trasa musiała być w około jeziora. Pełno tutaj dobrej jakości dróg rowerowych, pełna kultura kierowców w stosunku do rowerzystów, masę rowerzystów - no po prostu zarąbiście. Jedynym minusem jest to że ja lubię góry a tutaj płasko wszędzie. Mam nadzieję że uda mi się bardziej zwiedzić ten kraj na rowerze. Ciekawostką może być to że pobiłem rekord jeżdżenia rowem... jak najniżej bo w depresji 21 metrów poniżej poziomu morza.
Wybrałem się pozbierać trochę winogrona na szampana we Francji a dokładniej to właśnie w Szampanii. Korzystając z okazji pokeszowałem trochę po mieście. Niestety na piechotkę bo nie było skąd roweru załatwić. Bardzo piękny rejon i fajne miasto - Reims. Chciałoby się powiedzieć że pierwsze zdjęcie sam robiłem, ale to tylko zdjęcie zdjęcia. W parku była bardzo ciekawa wystawa o pszczelarstwie, zdjęcia z całego świata, spędziłem tam dużo czasu na oglądaniu tej wystawy.
W mieście można zobaczyć między innymi katedrę Notre Dame. Nie wiedziałem czy to ta słynna katedra, po poszepraniu okazało się, że katedr Notre Dame jest co najmniej kilkanaście a ta najsłynniejsza jest w Paryżu. Chociaż te w Reims wydaje mi się być nawet ładniejsza.
Region słynie z produkcji szampana, w ogóle to stąd się wywodzi szampan jak sama nazwa wskazuje - Champagne. Nie wiem czy określenie - winiarnia - jest dobre jeśli się produkuje szampana a nie wino, ale właśnie jedną z nich odwiedziłem. Wygląda bardziej niż zamek czy pałac niż zakład produkcyjny.
Kilka dni pracowałem w pobliżu linii kolejowej TGV. Przejeżdżający pociąg robi wrażenie, odgłos bardziej jak od odrzutowca niż pociągu. Niestety nie miałem okazji przejechać się tym cackiem.
Biorąc pod uwage jak jeżdża francuzi to naprawdę cud, że sie ten maluszek uchował. Tam stuknięcie kogoś przy parkowaniu to normalka, po to w końcu są zderzaki! Najbardziej jednak podobały mi się małe miasteczka, gdzieś na wzgórzach pośród niekończących sie winnic.